Felieton Wojciecha Hetkowskiego

„Różaniec mam zawsze przy sobie, to jest mój stróż, który daje mi spokój i poczucie bezpieczeństwa.” /Marian Banaś – Krynica, wrzesień 2019/


Banaś Neverending Story – kolejny odcinek. Z tym, że już nie z Pancernym Marianem na pierwszym planie, tylko z będącymi hiper zakłopotanymi i mega zagubionymi politykami Prawa i Sprawiedliwości w rolach głównych.


Jeszcze do niedawna, nawet wtedy gdy niezależne od rządzących media grzmiały, delikatnie mówiąc, o skazach na jego postępowaniu, politycy partii rządzącej prześcigali się w ochach i achach na jego temat – „Pro państwowiec, przyczynił się do zlikwidowania mafii VAT-owskiej. Na pewno ma wielkie osiągnięcia.”…”/-/ jest człowiekiem kryształowym, niezwykle uczciwym, bardzo solidnym, twardym politykiem”. „Jest człowiekiem uczciwym, nie mam co tego żadnych wątpliwości i daje rękojmię, że to, co robi, robi zgodnie z powszechnie przyjętą definicją uczciwości”… „Marian Banaś ma przepiękny życiorys”… “Dzięki temu mająca istotne znaczenie dla systemu politycznego instytucja kontrolna zyskała nową jakość, a dobór kadr na kluczowe stanowiska w państwie – poza wszelką dyskusją – zyskał nowy standard”…
I nagle nie dość, że przestał być kryształowy, to jeszcze okazało się, że nic, ale to nic, nie ma wspólnego z Prawem i Sprawiedliwością.


Nagle zdaniem wielu jego dotychczasowych żarliwych apologetów… „Prawo i Sprawiedliwość byłoby w bardziej komfortowej sytuacji, gdyby do tego wyboru nie doszło”… „Znalazłem więcej niż rysę na wizerunku Banasia. Czekamy na honorową decyzję” „ Prezes Banaś milczy i milczy…pogrąża siebie i przy okazji nas… Panie Banaś pobudka, czas wstać ludziom odpowiedź dać: rezygnacja czy nie?”… „nie jest już członkiem Prawa i Sprawiedliwości”. Tak jakby to, że już nie jest w PiS-ie cokolwiek zmieniało. Łącznie z wcześniej udzieloną rekomendacją i nadal pozostającymi w PiS ludźmi go na to ważne stanowisko promującymi.
Z ust zastępcy rzecznika PiS padała zdecydowana deklaracja: “Jeśli miałoby się potwierdzić, że coś jest nie w porządku, będziemy naciskać na obecnego szefa NIK-u, żeby zrezygnował”.
Wsparł go inny ważny polityk Zjednoczonej Prawicy mówiąc z emfazą “Poczekajmy, jeżeli się okaże, że są jakieś nieprawidłowości (w oświadczeniach majątkowych Banasia – red.), u nas nie będzie żadnych świętych krów (…). Doprowadzimy wtedy do odwołania pana Banasia i będzie koniec”.


Były to konsekwentne próby odwrócenia uwagi od tego problemu w stylu – jesteśmy pryncypialni. Połączone z wiarą, że może się uda to jakoś przetrwać przykrywając Banasia czymś innym w stylu – a u was Murzynów biją lub innymi grzechami opozycji.
Próbowano kreować genezę afery jako zemstę mafii vatowskiej, której Marian Banaś miał dać zdecydowany odpór. Pomijając przy tym fakt, że macka tej mafii dosyć dobrze zagnieździła się w samym Ministerstwie Finansów i to nie w czasach „komunistów i złodziei”, ale już teraz. Pod okiem nikogo innego jak bohaterowie panabanasiowej afery i jego samego.
I wreszcie do akcji wkroczył sam Prezes. Jak widać coś poważnego w tych papierach jednak się znalazło i zapewne nie chodzi tu o zwykłe pomyłki pisarskie w składanych oświadczeniach majątkowych. Dziwne, że znalazło się dopiero teraz, bo przecież Marian Banaś powinien być kompleksowo sprawdzony i zweryfikowany przez ABW i CBA już w roku 2015, kiedy to został szefem Służby Celnej. Kolejne sprawdzenie musiało się odbyć w 2016, kiedy otrzymał stanowisko w ministerstwie finansów i wreszcie w roku 2017, kiedy został szefem Krajowej Administracji Skarbowej. Za każdym razem te dwie służby powinny zweryfikować drobiazgowo jego finanse. Albo nic nie znaleziono albo niezbyt dokładnie szukano bo „nasz”, albo uznano że może nikt inny na to nie wpadnie.
Prezes, w dodatku w obecności Ministra Spraw Wewnętrznych nadzorującego wszystkie służby zdecydowanie zażądał dymisji. Skończyła się obrona w dosyć naiwnym oczekiwaniu, że nic w papierach nie ma, bo przecież go rekomendowaliśmy. Pan Banaś został wezwany do natychmiastowego złożenia rezygnacji…I co?


Ano to, że ze wszystkich przymiotników jakimi był obdarzany dotychczas przez swoich towarzyszy pozostał mu jeden – PANCERNY. Nie ugiął się wszak nawet przed samym Prezesem.
Nawet wtedy gdy, jak doniosły media, postraszono go tym, że służby zajmą się interesami jego syna, jeżeli rezygnacji nie złoży.
Boże, do jakich czasów wracamy? Kartą przetargową w politycznym dyktacie moją być interesy bliskich. W ramach politycznych rozliczeń syn może zapłacić za czyny ojca gdy ten się nie ugnie. Alternatywnie będzie mógł spokojnie, bez kontroli prowadzić swoje interesy. Nawet wtedy, gdy są one w takim standardzie, że można nimi, jeżeli ojciec nie pęknie, postraszyć.
Ciekawe czy na szali postawiono także intratną posadę syna Mariana Banasia w PKO SA, którą objął po odejściu z funkcji prezesa jednej z państwowych spółek zbrojeniowych w związku ze znaną aferą. Zakończyła się aresztowaniami kilku znanych, także ze swojej pozycji politycznej ludzi „dobrej zmiany”…
W odwodzie jest jeszcze dogadanie się z opozycją próbując wspólnie z nią doprowadzić aż do zmiany Konstytucji. Nie mogąc w żaden inny sposób poradzić sobie z krnąbrnym i jak się okazało nielojalnym nominatem. Czyniąc przy okazji z niezależnego w znacznym stopniu szefa NIK-u bezwolne narzędzie każdej większości parlamentarnej. Bez względu na to kiedy i z jakiej będzie ona opcji…


Dodatkowo upadłaby kolejna instytucja o jakiejś tam, choćby teoretycznie politycznej niezależności. Stając się kolejnym łupem…
I na koniec…Nie mnie osądzać powody czy brak powodów do negatywnych ocen tego co się wydarzyło i dzieje. Jednak chyba starorzymska zasada – żona Cezara powinna być wolna nawet od cienia podejrzeń – aż się prosi o jej bezwzględne w tej sytuacji zastosowanie.


I jeszcze jedno. Tym razem już z pogranicza groteski i dobrego smaku…Jacek Kurski tryumfalnie dzisiaj obwieścił – „ W sumie to TVP go pogrążyła. Słowa, które u nas wypowiedział w “Gościu Wiadomości”, były dlań dużym problemem, przedmiotem ataku opozycji”, a Wiadomości nie mogą być wyłącznie propagandowe, bo nikt by ich nie oglądał…To chyba uzasadnienie dla decyzji o tym, że potem nic więcej o tej sprawie w telewizji publicznej nie można było znaleźć, choć w innych publikatorach aż wrzało…A wybrzmiało wówczas – To jest wielka manipulacja i największa prowokacja, jaka miała do tej pory miejsce, wymierzona przeciwko mnie i rządowi, któremu miałem zaszczyt służyć. To ze względu na to, że odnieśliśmy sukces, którego to totalna opozycja oraz sprzyjające jej media i środowiska nie osiągnęły. To swojego rodzaju zemsta – komentuje sprawę swojej kamienicy – i rzekomej niejasnej działalności, jaka miała w niej być prowadzona – Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli.
Ludzie gdzie my żyjemy? Nawet w najbardziej podobno mrocznych czasach w naszych dziejach taki dygnitarz ustąpiłby ze stanowiska choćby ze względu na stan zdrowia…

 

Wojciech Hetkowski

Komentarze

komentarzy